Teksty

Oto MEMORABILIA! Dwupłytowy album absolutnie niecodzienny. NOWOŚĆ, rzecz wyjątkowa, gratka.

Lider Starego Dobrego Małżeństwa Krzysztof Myszkowski zerknął w przeszłość. W te odległe początki swojej drogi twórczej, w której towarzyszyło mu sporadycznie, dłużej, czy krócej sporo osób, które także obwąchiwały swoją intuicją niejasną przyszłość i wyszukiwały swego miejsca w czasoprzestrzeni, szukając sensu wszelakich życiowych rozgrywek.

Krzysztof zapewne zmagał się z tym pytaniem. Czy wywołać do działania postarzałe i częściowo zapomniane duchy przeszłości? Indywidua niegdyś świetliste przywrócić do życia? Tak? Aby uczyniły raban i ponownie, oszukane nieco wspomnieniową podnietą, niczym obietnicą powrotu do raju (?) młodości, nabrały z nagła w przepalone życiem płuca ożywczego powietrza nadziei, dawnej, przyjacielskiej aury. Zaś uśpione na pozór dusze znów udały motylą zwiewność i lekkość euforycznego muzycznego lotu. Oczywiście z jego bezwiedną niefrasobliwością, i ulotnym (jeszcze?) wdziękiem… w kolorach przeszłości.

Użył Krzysztof Myszkowski jakby fotograficznego i fonicznego, ale i kardiologicznego wywoływacza. Miksował w planach echa głosów z przeszłości z tymi obecnymi, trwającymi w upartym łomocie zdrożnych już serduszek. Trwa jeszcze ich pogłos emanuje, słowem i pieśnią. Wibracja jest szczera, szokująco adekwatna i aktualna. No i dojrzała. Emanuje… tęsknotą za czasem, kiedy wszystko jeszcze było możliwe i niedokonane. Ten wytrawny Artysta schłodził czystą wodą rozsądku i wyczucia, wszystko to, co zebrał i nagrał z nami (2016) w studiu Radia Olsztyn – choć pliki muzyczne, (jak i sami wykonawcy) krążyły pomiędzy Polską i Kanadą, między Wrocławiem i Paryżem oraz na mniejszych dystansach krajowych. Krzysztof dodał utrwalacza, dopieszczając misternie ów mix swoim mitycznym zaśpiewem, muskając swoim dobrotliwym spojrzeniem, wreszcie z gracją upuszczając z rąk, niczym złote monety, by świeciły, pomiędzy kamykami życia, by brzękiem wabiły i przyciągały ciekawość, by wreszcie pozostały w skarbczykach niebanalnej muzycznej kolekcji. MEMORABILIA!!!

Usłyszymy na płycie: Krzysztofa Myszkowskiego, jego druha „muzycznej doli i niedoli” – Andrzeja Sidorowicza – gitarzystę rodzącego się zespołu Stare Dobre Małżeństwo, Jana Hyjka, „inspiratora nazwy Stare Dobre Małżeństwo” i współuczestnika kilku pierwszych koncertów, pierwszego skrzypka zespołu – Marka Czerniawskiego oraz „śpiewającego gitarzystę” – Sławomira Plotę.

Zabrzmią też głosy tych, którzy mieli wpływ na bieg historii SDM i odcisnęli swój ślad, jak to ujmuje Krzysztof Myszkowski: „oprawcy muzyczni z bratnich bądź bliźniaczych formacji spowitych nimbem sławy i świętości – Wacław Juszczyszyn (Wolna Grupa Bukowina), Mikołaj Korzistka (Bus Stop), Zbigniew Stefański (Bez Jacka), Jerzy Styczyński (Dżem), Mariusz Wilke (Słodki Całus Od Buby), Robert Piekarski i Wojciech Koptas (Pod Strzechą) oraz dyżurny bard i strażnik słowa – Piotr Bakal. Głosu płci pięknej bronią Strzeszanki – Beata i Monika (po mężach Koptas i Mosionek) oraz Ala Ciebielska (Borutowa)”. Nie zabraknie obecnych członków ZESPOŁU – Bolesława Pietraszkiewicza i Romana Ziobry.
Mogę solennie zapewniać, że wiernych Fanów Starego Dobrego Małżeństwa czeka rzecz, jakiej się nie spodziewają. Wielobarwna, zaskakująca w formach, żywa tkanka poezji i wibracji artystycznej o ogromnej sile działania i wielkiej szczerości. Urozmaicona zawartość albumu płytowego MEMORABILIA, jak i przejawy artystycznej (niekiedy karkołomnie dynamicznej) osobowości uczestników dokonanych współcześnie nagrań są niczym radosny wykrzyknik. Krzysztof Myszkowski niby powraca w przeszłość. Potwierdza teraźniejszość! Lecz czy nagrany materiał nie jest także swoistą klamrą, a zarazem scherzem? Zatem…

Jan Hyjek

10 października 2016 r. ukazał się  dwupłytowy album SDM Memorabilia (płyty kupić można na koncertach SDM oraz przez stronę SDM), na którym znalazły się muzyczne, głosowe, tekstowe i fletowe ślady Jana Hyjka, obok innych, którzy w początkach zespołu SDM zaznaczyli swoją obecność:

http://sdm-myszkowski.com/cpt_news/pazdzierniku/

PIOSENKA -premierowe wykonanie Po deszczu chodzę – słowa Jan Hyjek, muzyka Wojciech Winiarski podczas koncertu zespołu Good Staff 26. 02. 2015r. g. 20:00 w Cafe Dylemat -Poznań.

Dalej teksty: *** (Ballada o wronieckim osiołku; ludzie ludzie czemu krzywi ludzie…), Po deszczu chodzę, Jestem pośrodku; Pomyliłeś; Nienasycenie; Piosenka frustracyjna (z akordami, song: cóż z tego?).

Na końcu: WSPOMNIENIE JANA HYJKA O POCZĄTKACH legendarnej GRUPY STARE DOBRE MAŁŻEŃSTWO KRZYSZTOFA MYSZKOWSKIEGO

(FRAGMENT:  A… było to tak: W 1983 roku odbyłem praktyki kolonijne w Zamyślinie, a następnie któregoś dnia wybrałem się z koleżanką z roku pociągiem 70 kilometrów i wysiedliśmy na dworcu w Międzychodzie o nocnej godzinie… 24:00 aby odwiedzić koleżeństwo ze studiów na drugim turnusie. Po 10 kilometrowym marszu bezdrożami, o 1:30 doszliśmy do Zamyślina … )

(ballada poświęcona osiołkowi – Psikusowi – z Wronek,
który uciszył Niemców 20. 04. 1941 r.)
BALLADA O WRONIECKIM OSIOŁKU
 
Prosto się moja opowieść plecie:
Gdy wojna rosła po calutkim świecie,
A ziemia kwitła w rozstrzelanych pąkach, (bis)
Grała hymn szwabski orkiestra we Wronkach.
 
Był już Rottenberg, co mowę miał głosić,
Głosem tak ostrym, że trawę mógłby kosić,
A hitlerowcy dumni stali w równym rządku, (bis)
Wszak świat roznieśli w pył, dla swych „porządków”.
 
Gdy jeszcze grano, osioł ciągnął wóz,
A na nim dla nich pełne bańki mleka wiózł
Ze strachu ścichły Wronki, zamilkły skowronki, (bis)
Zmartwiały w ciszy nawet polne dzwonki.
 
Osioł, jak osioł, głodny był i zły,
Bo zeźlił go okrutnych najeźdźców dryl.
Więc zaczął ryczeć, jak orkiestry trzy,
Miał przeraźliwy, wściekle głośny ryk. (ia, ia)
 
Ich dowódca oblał potem się perlistym,
Zabiłby winnych spojrzeniem nienawistnym,
Bo jest skandalem gdy mowy uroczyste,
Przerywa (jakiś) osioł, panom rasy czystej. (ia, ia)
 
Żandarmi przeto besztali woźnicę
I bili batem, szarpali za kłonice,
Im większy szwargot podnosili na osła,
Tym skala ryku tego osła rosła. (ia, ia)
 
Bo trzeba przyznać, gdy zatkano usta,
Żal ludzi zżerał gnębionych nieznośnie.
Oślisko, niczym jakimś zmysłem szóstym,
Za Wronczan wyło: wy się stąd wynoście! (ia, ia)
 
Jak śmiech gawiedzi lękliwy pod nosem,
Dreszcz upokorzeń po Niemcach się rozszedł
I wściekli, nie mogli nic zrobić z pogłosem.
Stojąc poniekąd na baczność przed osłem! (ia, ia)
 
Gdy wieść się o tym po mieście rozniosła,
Że osioł honor obcym wojskom schłostał,
Gdy wieść się o tym po mieście rozniosła,
Oto ludzie z Wronek… pokochali osła. (i ja i ja, i ja też, i ja, i ja, i Wy też)
 
JAN HYJEK
 
***
ludzie
ludzie
czemu krzywi ludzie
wytwornie ubrani
 
pędzą
pędzą
nie dopędzą
biczami pośpiechu smagani
 
sami sobie odejmą
co by mogli
nie mają
gonią gonią gonią gonią
wciąż nowego szukając
 
nie ma o czym śnić
morze ciszy w oddali
mdli ich sztormem świt
wyhuśtani do granic
wymuskani nim ruszą
twarz retuszem poprawią
uśmiech wiedzie ich w busz
przyklejony jak szminka do ust
 
ludzie
ludzie
czemu krzywi ludzie
wytwornie porozpinani
leją
leją
w siebie wódę
odwagą zluzowani
 
kaskadami słów piorą
niedomogi codzienne
flircikami się mamią
oczy żalem im łzawią
 
wiedzą dobrze
na kacu
czas się będzie ugrzecznić
więc się trzeba pośpiesznie
wywnętrzyć
 
(Piosenka z muzyką Jacka Skowrońskiego)

 

Po deszczu chodzę

Po deszczu chodzę
z wiatrem po drodze
Ciemność przepastna
i myśl ma jasna
 
Szal za mą szyją
powiewa cicho
w mroku się kryje
słów twoich echo
 
Za każdym drzewem
widzę twą postać
słowa są śpiewem
chcą we mnie zostać
 
W taki wiatr
w taką pogodę
już ucieka me serce tam
Czy ja wiem
Czy ja wiedzieć mogę
czy twoja przyszłość to ja?
To ja?
 
Nadzieje łączę
z oczekiwaniem
Wplotę we włosy
radości wianek
 
Lecz nim czas błyśnie
gdzieś ku przyszłości
tańczę na wietrze
pełna miłości
 

 

***

jestem pośrodku gdakających bębnów
pomiędzy fletnie dusza ma umyka
smykami myśląc staram się oddychać
kładę się senna budzi mnie muzyka
kładę się senna budzi mnie muzyka
 
tańczę za czarnym skrzydłem fortepianu
smagana lekko drżeniem strunnych gitar
wabiona światłem niemych kandelabrów
batuty cieniem wiedzie mnie muzyka
batuty cieniem wiedzie mnie muzyka
 
suknia utkana z przędzy delikatnej
myślana sennie przy cieple kominka
wkładana lekko przez głowę jak żagle
które uniosą jak niesie muzyka
które uniosą jak niesie muzyka
 
lecz jaki tancerz we fraku w cylindrze
lecz jaki mocarz uniesie mnie lekko
sączy się wino czerwone z kielicha
w tańczące cienie które rano zwiędną
które rano zwiędną
 
muzyka Jacka Skowrońskiego
 
 
 
Pomyliłeś moje oczy
https://www.youtube.com/watch?v=7SN1JXNGCVA
 
Pomyliłeś moje oczy z niebem.
Oszukałeś włosy wiatrem w zbożu.
Nachyliłeś się nade mną,
tak jak drzewo,
swą zielenią chyli się nad trawą.
 
Zapaliłam wszystkie światła
wierząc…
Dom mój jaśniał w mroku
na twe przyjście.
Już się bać przestałam,
że się inni zwiedzą.
Wiedziałam, że będziesz!
 
To ognisko czekało zapałki.
Miało płonąć jasno i łagodnie.
Twoja ręka, była ręką podpalacza.
 
Miałeś słomkowy kapelusz.
Osmalił go płomień i przypiekł.
Nawet jemu nie dałeś spłonąć.
 
 
 
NIENASYCENIE (Rondo decyzyjne)
Pojechać tam pojechać tu
Znaleźć się naraz w miejscach stu
Jeść sto frykasów sto mieć żon
Sto samochodów domów sto
Smacznie móc spać w dziewięciu łóżkach
Kochać się naraz w ośmiu wróżkach
I w siódmym niebie mieć swe plaże
I rybek złotych sześć usmażyć
I z pięciu kubków pić kakao
Z czterema wiatry grać w makao
Trzy rzeki spleść jak twe warkocze
I dwa mieć skrzydła w sny prorocze
Żeby osiągnąć taką czułość
Która odnajdzie jedną Miłość
I móc się na nią zdecydować
By tego nigdy nie żałować…
Farbować włosy czesać rzekę
Ze złotych zębów mieć pociechę
I ponad miarę swą majętność
Młodość zachować chcieć i piękność
I zawsze móc i więcej jeszcze
Dopokąd idziesz jedziesz jesteś
Lecz daruj bajki dla naiwnych
Na rondzie życia jesteś dziwnym
Gdy raz wybierzesz taką właśnie
Pojedziesz drogą w mroczne baśnie
Albo gdzie szczęście drży i jasność
Taka, że wszystkie lampy blakną
Pogoń zagaśnie jak dzień
 
 
Piosenka frustracyjna
G                                                    D
nie będę już ciebie więcej namawiał
C                               D
nie będę ci więcej złorzeczył
G                                              D
nie znajdzie mnie słońce na bulwarach
C                    D                G
na pastwę dla swoich promieni
 
G                                         D
nie będę już za tobą ganiał
C                             D
nie będę notował adresów
G                                           D
nie znajdzie mnie wiatr co by zaraz
C               D       G
na wylot mnie przeszył
 
G                                         D
nie będę już rzeczy tłumaczył
C                                   D
tych których sam nie rozumiem
G                            D
nie będę mówił o sprawach
C           D         G
których sensu znaleźć nie umiem
 
G                                     D
nie będę czekał jak głupi
C                            D
na przyjście niby-przyjaciół
G                            D
nie będę czekał aż długi
C          D     G                   (ref. GDCDG, GDCDG )
dłużnik mi spłaci
 
G                                                D
tam idę gdzie wszystkie listy tajemne
C                                      D
jak serca odkryją swe głębie
G                                     D
gdzie wszystkie dobre spojrzenia
C     D   G
będą wzajemne
 
G                                            D
nikt tam nie będzie się krył
C                                D
nikt tam nie będzie uciekał
G                             D
jakże mi żal jest że tu
C                   D      G        (ref. GDCDG, GDCDG )
nie mogłem tego doczekać
 
G                                  D
księżyca tylko mi żal                                         (z myślą o śp. Ewie Czarnieckiej)
C                                D
i drogi gdzie nasze ślady
G                              D
pszenicy w której wiatr
C           D         G        (ref. GDCDG, GDCDG )
szelesty swoje zostawił
 

 

cóż z tego

cóż z tego
że jestem
cieplejszy niż kamień
że jestem jaśniejszy od nocy
im wyżej ja patrzę
tym niżej na ziemi
stoją moje akcje
 
że jestem szczupły
i marznę
przy świecach gorejących
że jestem ja jednak najbogatszy
w obecność
i możliwości
 
że już nie jestem
a byłem
i idzie ma resztka przez pola
i sieję ja niby pszenicę
na ugór
a nie na żyźnicę
 
że jestem
tak mały przy gwiazdach
że jestem spokojny
jak rzeka
że żywioł tkwi we mnie
i kiedy się miara przebierze
to wylewam…
 
 
(song – słowna i muzyczna improwizacja w hangarze samochodowym „na warsztatach” w jednostce wojskowej (1980 r.) na poznańskiej Ławicy w całości zachowana, nagrodzona „gdzieś” i „kiedyś” przez Elżbietę Adamiak)

 

Wspomnienie o początkach STAREGO DOBREGO MAŁŻEŃSTWA SDM – LOTNY ELIKSIR MŁODOŚCI 12 grudnia 1983 -13 grudnia 2013 w Poznaniu  30 lat Starego Dobrego Małżeństwa Krzysztofa Myszkowskiego.

Jest takie szczególne marzenie, które nawiedza nas raz po raz, a mianowicie, aby jak najdłużej zachować swoją młodość, no i rzecz jasna: piękność.
Z upływem czasu, dbamy coraz bardziej o ciało, o jego sprawność, biegając po pracy, biegając coraz częściej do lekarzy i aptek, odmawiając sobie jedzenia, czy alkoholu, a w końcu stąpamy wolniej,
nie biegamy, a zwłaszcza już nie podskakujemy. Próbujemy jednak uparcie zachować zwłaszcza młodość myśli, i ducha, lecz powiedzmy to jasno, mało komu się to rzeczywiście udaje.
Krzysztof Myszkowski tworząc Stare Dobre Małżeństwo, dał nam, z czego początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy, nowy i pewny w skuteczności działania lek – eliksir młodości. Niczym Mały Książę na planetę B-612 Krzysztof od 30 lat zabiera Ciebie, mnie, każdego Słuchacza na swoją szczególną planetę. Niewidoczną z Ziemi. Nie wymaga teleskopu, zamiast niego, potrzebne jest proste ucho serca. Tylko zachody słońca są tam podobne do ziemskich, lecz czas zwalnia, w przeciwieństwie do tętna!
W świecie niestałości, niepewności, ciągłej zmienności, muzyczne, słowno-muzyczne fale, fale cudownie wielokrotne, powracające, są pasmem stałości, trwałości, czegoś pozytywnie niezmiennego, jak wiecznotrwałe dobro. Te niepozorne fale nałożone na rosnące trudy i obciążenia życiowe, dają wytchnienie i przywracają młodość.
Marzeniem młodych jest zostać: aktorem, strażakiem, podróżnikiem, pilotem, piosenkarzem, biznesmenem, prezydentem, marzeniem jest, aby móc sprawować rząd dusz. Jakże nieliczni swoje marzenia spełniają.  Krzysiek jest tym wszystkim po trosze. Kapitanem latającego statku, globtroterem, łazikiem, aktorem owszem bywa, skoro gości go przychylna scena, miewa władzę szerokopasmową, roznieca, tonuje, rzadziej gasi, choć są szpiegowskie fotki na których do gaszenia jest gotowy, w stosownym rynsztunku. Przemierzył setki tysięcy kilometrów, wiele szlaków, dróg, ścieżek, samochodowych i lotniczych tras, aby spotkać sercem w serce CIEBIE. Z pewnością
ma do czynienia z aniołami. Zlatują się te prawdziwe, ale są też istne cholery podrobione, oszukańcze. Zdaje się (sam widziałem), że niektóre, a liczne go adorują, same w siódmym niebie jego towarzystwa. W ilu jest pamiętnikach, dziennikach i na ilu blogach, kto to zliczy? Na ilu karteczkach, karteluszkach i bilecikach, fotkach i płytach zapisane jest Jego imię… Jest poza tym najbardziej znanym Starym Dobrym Małżeństwem we wszechświecie. Sam z niczego je stworzył, sam odcedził z bełkotu świata słowa nośne i subtelnie piękne, pojął je i przekazał nam ich ogień jak zbrojny w gitarę i harmonijkę Prometeusz.
A no tak, trzeba parę słów powiedzieć o jego… było nie było żonie.
Oto i ONA: ŻONA JEGO… PIĘKNOOKA, PORYWAJĄCA, PYSZNA i POWABNA – ZAZDROŚCI MU JEJ WIELU – POEZJA.
Krzysztof, ku żalowi i zazdrości pięknookich fanek, poleciał daleko, biorąc za żonę Poezję, dziewczynę ponętną, niełatwą, kapryśną, melancholijną i porywczą, ba, rozpaskudzoną jedynaczkę, niezmiernie wymagającą i szaleńczo zmysłową, to znów skrajnie wyrachowaną, niewahającą się pociągnąć za sobą na dno, ale i na szczyty niebotyczne swoich wybrańców. Pojął tę żonę, co bywa,
że wprost latawicą zerkającą zachłannie na boki, do której rości sobie prawo nieprzebrany tłum wielbicieli. Lecz nie czuje się, że jest On w szponach tej modliszki. Obłaskawił ją. Jest mu posłuszna. Gasił zwątpienia, pożary nienawiści, wzniecał szalone i szlachetne uczucia, łączył w pary małżeńskie pary przychodzące na koncerty, sprawował i sprawuje cichy, nienachalny rząd dusz.
Z pewnością to do niego należy każda czwarta (godzina) nad ranem, że o piątej nie wspomnę. Oszczędny w ferowaniu wyroków, w wyznawaniu uczuć, a przecież cichy wulkan, wszak tylko wpółuśpiony. Budzi to, co w człowieku lepsze. Za pomocą słów Poetów, które znalazł w zapadliskach półek, odczytał i natchnął swoją zapadającą w pamięć muzyką. Wniknął w serca fanów głęboko, jest osobną orbitą, na której radość i smutek pozwalają przebywać w harmonii i… wytrzymywać ludziom myślącym, i wrażliwym, ten mało przyjazny, często zakłamany do bólu i chamski świat. Dał nowe życie, życie w codziennym oddechu, wierszom Poetów, które blakły z wolna, ukryte na stronach tomików poetyckich zagubionych na dnie pamięci bibliotek, bywa, że w grobowcach literatury. Wskrzesił nazwiska i ciche, i głośne. Wzbudził te wiersze tembrem swojego szlachetnego i rozpoznawalnego głosu, swoją melodią do rzeczywistego, przebojowego ISTNIENIA. Oni – Poeci dali mu swoje wibracje i treść, przesłania, które odczytał, i przekazuje dalej w sztafecie pokoleń.
On także mógł zaistnieć wraz z nimi, choć stawał w ich cieniu. On, powołał do istnienia swoje dzieci, piosenki, stworzył wartość dodaną w akcie bliskim, niemal cielesnym z ich matką, a swoją wybranką Poezją. Takie są skutki. Radosne i piękne, które poruszają nasze serca, i pozwalają rozumieć,
i patrzeć jasnym wzrokiem w mętne oczy wyrachowanego, materialistycznego świata.
POZNAŃSKIE POCZĄTKI – Z MILCZENIA W ŚPIEW
18 letni, chłopaczek, Krzysztof Myszkowski, przybyły do Poznania w 1981 roku na studia pedagogiczne, wrażliwiec dociekający istoty rzeczy, posiadający dwie natury, cichy, niepozorny i ukryty nie wiadomo gdzie, nie wiadomo, przed kim, którego niejako w ogóle nie poznałem, czy nie rozpoznałem na uczelni (WNS UAM) tak od razu, pomimo tego, że nas mężczyzn na roku pedagogiki było niewielu, raptem, około 10 łącznie we wszystkich latach naszego studenckiego rocznika, a jednocześnie Krzysiek: gejzer dowcipu, radości życia i muzykalności. Jest On jednym
z moich ulubionych przykładów wyjścia z nieokreśloności, niepozorności z pozornej nicości, do wielkiego wybuchu-rozkwitu, niebywałego cierpliwego w crescendzie rozwoju zaistnienia nietuzinkowej indywidualności. Zrobienia pozytywnej kariery ku bezmiernemu zdumieniu rozmaitych miejscowych i zamiejscowych mądrali, często patrzących nań z „dobrotliwym” pobłażaniem, okazującymi mu swoją rzekomą acz para-nachalną „wyższość”. Natychmiast jednak poznawała się na Nim PUBLICZNOŚĆ.
Ten, jak się okazało niebywały kpiarz, a przy tym zaprzysięgły introwertyk, zdawał się przeciętnie nie istnieć. Mało tego, ku rozpaczy koleżeństwa zamierzał uciec w trakcie trwania pierwszego roku studiów do Złocieńca i dopiero nagła interwencja opiekunki roku zaowocowała wymuszoną na nim decyzją zaniechania tej ucieczki. Akcja muzyczna i bliższa znajomość z Krzysztofem ruszyła dopiero w roku 1983, kiedy to po ukończeniu obowiązkowego kursu kolonijnego mieliśmy odbyć dwutygodniowe praktyki, jako wychowawcy kolonijni. Ja wybrałem I turnus. Krzysztof, II. Tu dla mnie zaczyna się wielka przygoda i moment niezapomniany, a właściwie ciąg słów, dźwięków
i zdarzeń, a to właśnie dlatego, że wypełniałem wtedy swoim śpiewem przestrzeń uczelni.
A… było to tak:W 1983 roku odbyłem praktyki kolonijne w Zamyślinie, a następnie któregoś dnia wybrałem się z koleżanką z roku pociągiem 70 kilometrów i wysiedliśmy na dworcu w Międzychodzie o godzinie… 24:00 aby odwiedzić koleżeństwo ze studiów na drugim turnusie. Po 10 kilometrowym marszu bezdrożami, o 1:30 doszliśmy do Zamyślina, a tam po krótkiej rozmowie zmordowani pracą studenci – wychowawcy kolonijni poszli spać do budynków, a inni spali w dużym wojskowym namiocie.
W tym namiocie nie zasnęliśmy jeszcze tylko ja i Krzysztof Myszkowski.
Około godziny 2, Krzysiek Myszkowski zapytał nieśmiało, czy może mi coś zaśpiewać, ponieważ słyszał moje piosenki śpiewane na korytarzach uczelni. Kiedy go zachęciłem, usłyszałem palcówkę od D-dur, a potem ten słynny tekst Stachury: JAK – z muzyką Krzyśka. Czarna noc, moje oczy otwarte łzawią, gdzieś obok zatopiony w mroku   z gitarą, niewidoczny Krzysztof. Spłynęło na mnie szczere uniesienie. Wiedziałem od razu, że uczestniczę  w czymś n i e s a m o w i t y m. Wiedziałem, że to jedna z tych rzadkich, najjaśniejszych chwil, jakie czasem przypadają człowiekowi w udziale. Moje oczy zareagowały intensywnym łzawieniem, oznaką obcowania z czymś muzycznie wyjątkowym. I nie było to żadne żałosne, łzawe wzruszenie. Wyraziłem Krzyśkowi swój absolutny zachwyt i entuzjazm mówiąc, że MUSI te piosenki pokazać ludziom, światu… – bo zaśpiewał jeszcze dwa inne, równie świetne, charyzmatyczne utwory (w tym: Gloria). Zasypialiśmy z szerokimi uśmiechami ust duszy. Rano wychowawcy podjęli pracę, a ja wróciłem w towarzystwie wspomnianej koleżanki Irminy
do Poznania. Szaleństwo! Ale jakże nieoczekiwane i wyjątkowe przeżycie!?
Po powrocie Krzysztof zajął się komponowaniem „Missy pagany” Edwarda Stachury
i śpiewał mi kolejne jej części oraz inne piosenki. Odbyliśmy nawet jedną próbę w moim domu w Suchym Lesie. Nawiedziłem też Krzyśka na stancji (był tam ON, gitara, harmonijka i tomik poezji Stachury…
Później Krzysiek zaprosił mnie do wspólnych, dzielonych po połowie koncertów, między innymi w akademiku Politechniki Poznańskiej. On w duecie z Arim Sidorowiczem, ja sam, lub z moimi siostrami Małgosią i Agnieszką. Prowadziłem także konferansjerkę, a w jednym utworze Krzyśka z tekstem Stachury –„Komunia” grałem na flecie i śpiewałem chórek. Są fotografie z tego koncertu…
Stare Dobre Małżeństwo… Tak żartobliwie, podczas pierwszego koncertu 12 grudnia 1983 roku określiłem świetną muzycznie relację duetu Krzyśka Myszkowskiego i Ariego Sidorowicza, stwierdzając, że ONI są, jak przysłowiowe stare dobre małżeństwo. Potem Krzysiek Myszkowski, który ma tę niesamowitą wrażliwość na tekst, na sformułowania i na oryginalność ujęcia jakiejś myśli użył tej zbitki słów, jako nazwy rodzącego się zespołu, który miał podbić serca trzech pokoleń Polaków i to absolutnie bez udziału mediów!
W sumie daliśmy razem z Krzysztofem około 5 koncertów. Nazwa zespołu żyła własnym życiem, a słuszny i lawinowy wzrost popularności piosenek Krzyśka szybko sprawił, że SDM Krzysztofa Myszkowskiego stało się kultowe, jak i wszystko, co Krzysztof prezentował. Zazdrościliśmy Mu cicho tego, że człowiek legenda, sam Wojciech Bellon dostrzegłszy wielki talent i potencjał, wziął Krzyśka pod swoje już symboliczne raczej skrzydła, wraz z Arim i dokooptowaną do zespołu Olą
Kiełb-Szawułą.  Później jako efemeryda, powstał zespół HLEV współtworzony przez Krzysztofa Myszkowskiego, Ariego Sidorowicza, Radka Balickiego, Ryszarda Knecia
i nieodżałowanego Piotra Miedzińskiego (zmarł, odszedł w 2012 roku), który zdążył jeszcze wziąć udział w nagraniach pamiątkowej płyty HLEVu  w roku 2009, gdzie uwiecznił swój głos.
Stare Dobre Małżeństwo Krzysztofa Myszkowskiego rok po roku wrastało i wrasta
w muzyczną pamięć i świadomość polskiej piosenki, piosenki żyjącej i powszechnie wykonywanej, jak Polska długa i szeroka, plasując się na równi z wszystkim najlepszymi osobowościami polskiej sceny.Jest ZJAWISKIEM wyjątkowym i myślę, że coraz więcej osób to zaczyna dostrzegać, to znaczy nie tylko przeczuwać, ale widzieć i rozumieć!JAN HYJEK